Wywiady

Rozmowy MyTap: Moja przygoda z musicalem | Agnieszka Woźniak – Olszańska

musical

Z Agnieszką Woźniak – Olszańską rozmawiam o jej drodze na deski teatru muzycznego.
O kulisach pracy w teatrze, o tym jak jak wyglądają castingi do musicalu i jak się do nich przygotować.
Zapraszam.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z tańcem?

Zaczęłam tańczyć jak miałam 8-9 lat w Zespole Tańca i Ruchu “Fram” w Tarnobrzegu. To był zespół tańca nowoczesnego dla dzieci i młodzieży.
To tam się wszystko zaczęło. Panowała tam super atmosfera. To było miejsce, w którym miałam szansę spróbować różnych stylów tanecznych na amatorskim poziomie. Ćwiczyliśmy elementy tańca klasynczego, jazzu, tańca współczesnego a nawet hip hopu czy stylu house.
Jeździliśmy na turnieje jako formacja. Występowaliśmy na scenie.

Przez 11 lat ten zespół to była moja druga rodzina. Później przyjechałam na studia do Krakowa i chciałam nadal zajmować się tańcem.
Z tyłu głowy od zawsze marzyłam o tańcu klasycznym, o tańcu na pointach.
Pomyślałam, że może nie jest dla mnie za późno na klasykę. Zapisałam się do Nowohuckiego Centrum Kultury do zespołu “Etiuda”
Tam przez 2 lata intensywnie trenowałam taniec klasyczny. Po pierwszym roku za namową instruktorki odważyłam się założyć pointy.

Wow! Byłaś już dorosła gdy zaczęłaś tańczyć na pointach.

Tak. Zapisując się na zajęcia dp „Etiudy” nawet nie marzyłam o tym. I to było takie pierwsze moje małe marzenie taneczne, które się spełniło.
Na koniec drugiego roku tej intensywnej nauki graliśmy spektakl “Nieboskłon”, w którym tańczyłam jedną z głównych ról, tańcząc właśnie m.in.na pointach.

To mi dało mocnego kopa. Czasem wydaje się, że coś jest niemożliwe, a potem okazuje się że jesteśmy w stanie to osiągnąć. Nawet w minimalnym stopniu. Nie stałam się przecież nagle prima baleriną. 🙂

musical
fot. Łukasz Popielarczyk

I co było dalej?

Zaczęłam szukać czegoś więcej. Moje zainteresowania zaczęły wchodzić w rejony tańca jazzowego i współczesnego.

Wspomniałaś, że to był okres, gdy przyjechałaś na studia do Krakowa? Czy to były studia związane z tańcem?
Jeszcze wtedy nie. Gdy kończyłam liceum to nie miałam pojęcia, że można się zajmować tańcem profesjonalnie i na całego. Studiowałam na Uniwersytecie Ekonomicznym, a po zajęciach zajmowałam się tańcem. To były lata 2011-2014.

Zaczęłam chodzić na zajęcia do różnych szkół tańca w Krakowie. Między innymi do Jazz Dance Center.
Miałam jednak takie poczucie, że potrzebuję wiedzieć więcej. Mieć też wiedzę merytoryczną na ten temat, a nie tylko praktyczną. Chciałam wiedzieć czym ten taniec jazzowy jest, jak go można sklasyfikować.
Postanowiłam zrobić kurs instruktora tańca jazzowego w Egurrola Dance Studio w Warszawie. To był 3 tygodniowy intensywny kurs wakacyjny.

Opowiedz nam o nim coś więcej.

To był dla mnie moment przełomowy. Przez te 3 tygodnie niesamowicie się roztańczyłam, nabierając świadomości czym ten taniec jest. Kurs ukończyłam z bardzo dobrym wynikiem.

Kto prowadził zajęcia?

Jazz prowadziła Katarzyna Mieczkowska. Była też masa innych pedagogów. Klasykę prowadziła Pani Kama Akucewicz. Pojawiali się instruktorzy, którzy przyjeżdżali z zagranicy na odbywające się równolegle Europejskie Spotkania Taneczne.
Po tym kursie zaczęłam prowadzić zajęcia taneczne m.in. w Jazz Dance Center/

Im więcej jednak zagłębiałam się w taniec jazzowy to miałam takie poczucie, że Kraków jest zdominowany przez taniec współczesny. Brakowało mi tu w Krakowie takiego stricte tańca jazzowego.

Dlaczego ukierunkowałaś się na Broadway Jazz?

Tu muszę wrócić do tej mojej ścieżki edukacji. Gdy skończyłam kurs instruktorski i prowadziłam zajęcia, czułam że potrzebuję zgłębiać wiedzę z zakresu tańca.
Zdecydowałam się na studia taneczne na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie. To były studia zaoczne, jeździłam co dwa tygodnie do Warszawy na dwa dni.

Na tych studiach poznałam Grzegorza Pańtaka, założyciela Kieleckiego Teatru Tańca. Pan Grzegorz ma ogromną wiedzę na temat tańca jazzowego. Jeszcze bardziej zaszczepił tą moją ciekawość. Na zajęciach z nim zaczęliśmy wchodzić w klimaty musicalowe.

Jeszcze przed tymi studiami tanecznymi pojawiły się castingi do Teatru Variete w Krakowie do “Legalnej Blondynki”. Oczywiście wcześniej znałam Broadway Jazz, bo przecież musical jest bardzo mocno związany z tańcem jazzowym. Ale to był dla mnie taki impuls.
Poszłam na casting, na którym było mnóstwo etapów. Na którymś z nich odpadłam, ale się nie poddałam.
4 miesiące po premierze robili kolejne castingi uzupełniające. Poszłam jeszcze raz na przesłuchania i tym razem się udało.

Czy jakoś specjalnie przygotowywałaś się przez te 3 miesiące?

Nie, żyłam swoim życiem, prowadziłam zajęcia, ćwiczyłam. Po prostu stwierdziłam, że jak jest taka szansa to trzeba to wykorzystać. I udało się! Dostałam się do „Legalnej blondynki” do zespołu, który już był stworzony.
To była szkoła życia. To był już zgrany i fajny zespół, do którego musiałam wejść. Pamiętam jak biegałam za kulisami ze ściągą. Na kartce miałam napisane co mam gdzie położyć, którędy zbiec. Nie miałam tak dużo prób z całą obsadą więc to było szaleństwo i nigdy nie zapomnę tej przygody.

I właśnie odkąd zaczęły się pojawiać w moim życiu musicale i profesjonalne przygody sceniczne (po „Legalnej Blondynce” pojawiły się “Variete Film Show”, musical „Karol” w Sosnowcu) coraz bardziej zaczęłam się interesować musicalem i Broadway Jazzem jako stylem tanecznym. 

Gdy myślę o tym dlaczego jednak Broadway, to dużą rolę odegrał spektakl „Broadway Exclusive” w Teatrze Rampa w reżyserii Kuby Wociala, z choreografią Santiago Bello. Pojechałam na casting i już na nim poczułam, że znalazłam coś bardzo bliskiego mojemu sercu.
Dostałam się do obsady i to było dla mnie ogromnym szczęściem. Casting był bardzo trudny, bardzo długi, było strasznie gorąco, a ja cały czas pamiętam ten zapał. Poczułam, że to jest coś co we mnie siedzi.

Późniejsza praca z Santim przy spektaklu otworzyła mi głowę na Broadway, tą specyficzną energetykę, sensualność. Choreografie to była dla mnie ogromna lekcja stylu i zapalnik, że to jest styl który chciałabym eksplorować.

Wróćmy na moment do castingów. Opowiedz nam proszę jak wygląda taki casting. Jakie są etapy? Czy te castingi są podobne, jest jakaś specyfika?

Castingi mają raczej podobny schemat. Przychodzi choreograf na salę z asystentem i uczy nas fragmentu choreografii. Trzeba być już przygotowanym i rozgrzanym, na 100% gotowym bo nie ma później czasu na rozgrzewki.

Uczymy się fragmentu choreografii, powtarzamy ją kilka razy. Dzielimy się na grupy i tańczymy na zmianę. Często jest to nagrywane, by choreograf czy reżyser, mógł zobaczyć na nagraniu kto mu się podoba. Czasem jest tak, że od razu jest wstępna selekcja, po której uczymy się ponownie jakiejś choreografii.

Zdarza się, że się tańczy swoją solówkę. Tak było np. na castingu do „Chicago”, do którego nie było przesłuchania typowo tanecznego tylko casting wokalno-taneczno-aktorski.

Czy przygotowywałaś się ze śpiewu do tego castingu?

Jak zobaczyłam, że Variete organizuje castingi do „Chicago”, a było to już po moim udziale w „Broadway Exclusive”, gdy już wiedziałam w którą stronę chcę iść, to już się spełniło moje marzenie. Nie podejrzewałam, że dostanę się do obsady. Zwłaszcza, gdy zobaczyłam, że na castingu trzeba zaśpiewać, powiedzieć fragment tekstu i zatańczyć.

Postanowiłam się dobrze przygotować. Skończyłam szkołę muzyczną więc dla mnie to śpiewanie nie było bardzo odległe. Gdy byłam w gimnazjum i liceum to śpiewałam i występowałam na scenie. Czułam, że jestem w stanie przejść przez ten etap castingu. To z czym walczyłam to stres związany z tym, żeby zaśpiewać przed Jury. 

Kiedyś miałam takie poczucie, że muszę coś wybrać. Muszę się zająć czymś jednym albo tańcem, albo śpiewaniem. Wybrałam taniec i w nim się specjalizowałam.
Potem się okazało, że można, a nawet trzeba to łączyć bo takie jest zapotrzebowanie na naszym artystycznym rynku.

Zaczęłam się przygotowywać do castingu, ćwiczyłam robiłam sobie sama próby. Siadałam przy pianinie i próbowałam walczyć z tym stresem przed publicznym śpiewaniem.

Pod koniec przygotowań, razem z koleżanką, która też brała udział w castingu nawzajem się sprawdzałyśmy. Ja ją uczyłam tańczyć, a ona dawała mi wskazówki wokalne. 

Wyzwaniem był też fragment tekstu. Akurat tu miałam szczęście bo te castingi ogłosili w trakcie, gdy przygotowywaliśmy się do musicalu „Karol” w Sosnowcu. Występowało w nim bardzo wielu fajnych aktorów z doświadczeniem i właśnie z jednym kolegą ćwiczyłam tekst między próbami na przerwach.

Ile mniej więcej osób bierze udział w castingu, jeśli chodzi o tancerzy? Ile jest miejsc, a ile osób chętnych?

Ciężko to określić, ale na castingu dla tancerzy to może być nawet 200-300 osób.

A skąd się dowiadujesz o tych castingach?

Przeważnie z internetu.

To jakie strony śledzisz?

Mam polubione strony konkretnych teatrów. Jest też taka fajna strona na facebooku musical.pl, są grupy dla tancerzy ogólnodostępne z informacjami o castingach.

Jaka atmosfera panuje na takim castingu? Przyjacielska czy czuć rywalizację między ludźmi?

Trudno to ocenić. Mnie bardzo stresują castingi. Warto chodzić na jak największą ilość przesłuchań bo zanim się człowiek nauczy radzić sobie z tą presją to potrzeba czasu.

Atmosfera jest całkiem w porządku, choć czuć to napięcie i stres. Fajnie jak pojawi się ktoś znajomy z kim można pogadać. Jeśli nie, to jest trochę trudniej. Gdy chodziłam na castingi i jeszcze nie znałam innych osób to było mi ciężko. Widzisz grupki osób, które są zaprzyjaźnione i dodają sobie otuchy. Bycie samemu wprowadza pewną nerwowość.
Nigdy nie spotkałam się z rywalizacją nie fair. Raczej jest na plus, ale jest na pewno dużo stresu. 

musical
fot. Łukasz Popielarczyk

Wróćmy jeszcze na moment do castingu do Legalnej Blondynki. Zobaczyłaś informację, że jest i od razu pomyślałaś, że weźmiesz w nim udział, czy to był jakiś proces i dojrzewałaś to tej decyzji.

Od razu. Zajmowałam się już wtedy tańcem coraz bardziej na całego i teatr muzyczny to była taka przestrzeń, której jeszcze wtedy nie spróbowałam. Jak tylko zobaczyłam informację o castingu, pomyślałam że muszę spróbować.
Oczywiście to nie było tak, że poszłam na casting pewna siebie. Stresowałam się nawet przy wysyłaniu zgłoszenia, zastanawiając się czy ktoś mi odpisze. Teatr może zrobić preselekcję i już po CV odrzucić część kandydatów.

Czy możesz w takim razie opowiedzieć jak wyglądają poszczególne etapy takiego castingu?

Na pierwszym etapie wysyła się CV ze zdjęciem i czeka się na zaproszenie na casting. Na zaproszeniu podana jest data i wyznaczona godzina.
Sam casting wygląda już różnie. Bywa tak, że jest jeden etap i po przesłuchaniu czeka się na maila z informację zwrotną.
Czasem jest tak, że na scenie jest pierwszy etap, po którym dostaje się informację czy idę na kolejny, który często jest w ten sam dzień. Po tym czeka się znowu na wyniki mailowo.

Powiedz mi proszę, co byś poradziła młodym tancerzom, którzy w przyszłości marzą o występach w teatrze muzycznym?

Przede wszystkim wzięłabym pod uwagę tą wszechstronność. Myślę, że środowisko artystyczne w Polsce coraz bardziej zauważa wartość dodaną osób, które są wszechstronne. Potrafią zaśpiewać, zatańczyć i zagrać. Dlatego też powstają szkoły, a później studia musicalowe.
Jeśli ktoś stricte zajął się tańcem od dziecka, to super, ale poradziłabym edukować się w zakresie wokalu i aktorstwa.

Druga rzecz, to już tak bardziej motywacyjnie. Na pewno potrzeba dużo pracy i wytrwałości bo to nie przychodzi tak łatwo. Oczywiście trzeba mieć trochę szczęścia jak ze wszystkim, ale nie można się poddawać zbyt łatwo.

Poradziłabym też pracować nad pewnością siebie na scenie. Ja długo się tego uczyłam, a właściwie scena mnie tego nauczyła. Na deskach teatru potrafię być bardzo pewna siebie, w życiu prywatnym nie do końca, nie w każdej sytuacji.
Mówię tu o pewności siebie, ale nie można też zapomnieć o pokorze. Nie wolno obrosnąć w piórka, bo potem to już jest taka lawina w dół. Więc chodzi mi o taką dobrze zrozumianą pewność siebie.

I spokój. Nie wszystko musi być naraz. Nie wszystko musi się wydarzyć po tym jednym castingu. Może trzeba poczekać rok, żeby coś fajnego, większego się wydarzyło. Nie warto narzucać na siebie presji, że do jakiegoś momentu muszę osiągnąć to i to.

Ja tak przez chwilę miałam, ale wyrzuciłam to z siebie. Brałam to co przychodziło, korzystałam z szans i wyczekiwałam z większym spokojem czegoś nowego i większego.
Myślę, że to jest taka fajna rada dla młodych, którzy są spragnieni sukcesu już tu i teraz.
Wszystko w swoim czasie!

Co najbardziej lubisz w pracy w teatrze?

Fajny jest ten czas prób przed premierą, bo wtedy jesteśmy ze sobą bardzo długo. Jak w pracy na etacie. 5 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie. Fajnie jest patrzeć jak ten spektakl powstaje.
Jak wszystko nabiera coraz większego sensu. To mi się bardzo podoba.

Tak było w „Blaszanym bębenku”, który był bardzo ważnym musicalem w mojej drodze.

„Blaszany bębenek” to nie jest taki lekki, miły i rozrywkowy musical. To potężne arcydzieło, przedsięwzięcie artystyczne, które niesie kawał wiedzy i przesłania ze sobą.
Praca w ekipie tego musicalu w Teatrze Capitol we Wrocławiu była niesamowita. Z każdą próbą odnajdywaliśmy coraz więcej ukrytych sensów i treści. Wszystko co się działo dookoła powoli było przeze mnie filtrowane, nagle w danej historii coraz więcej zaczynałam rozumieć. Z tego ruchu i z tej historii. Muszę tutaj wspomnieć o niesamowitej Ewelinie Adamskiej-Poryczk, która stworzyła choreografie do tego spektaklu. Współpraca z nią była również bardzo ważnym doświadczeniem na  mojej drodze. Źródłem inspiracji i wiedzy.

Co jeszcze lubię w pracy.. no wiadomo, oklaski na koniec. (śmiech)

Czy czekacie na owacje na stojąco? Zakładacie czy tym razem będą?

Często się takie spekulacje pojawiają za kulisami, czy będą czy nie. Ale muszę o tym wspomnieć, bo to jest koronacja tego całego wysiłku. Gdy widzimy widzów zadowolonych, gdy jest ta owacja na stojąco, to jest naprawdę piękna chwila.

Lubię jeszcze moment przed samym rozpoczęciem spektaklu.

Dlaczego?

Jak już stoimy i wiemy, że idzie zapowiedź i zaraz zaczynamy spektakl to panuje taka szczególna atmosfera. Wytwarza się rodzaj adrenaliny i energii, skupienia. Ciężko to opisać. Jakiś taki rodzaj uczucia, podekscytowania. To daje ogromnego kopa.

Za każdym razem? Nawet gdy grasz trzeci raz w ciągu weekendu ten sam spektakl?

Tak. Czasem jest się bardziej zmęczonym, ale gdy słyszę dźwięki pierwszej sceny to jest niesamowite jak się organizm mobilizuje. Tego się też uczy z biegiem lat, takiej auto-mobilizacji.

 

Zdradź nam proszę jakieś kulisy przygotowań do spektaklu. Coś czego widz nie widzi.

Pierwsze co mi przychodzi do głowy to milion przebiórek w czasie spektaklu, o których widz nie ma pojęcia. O ile w Chicago mam tylko jeden kostium, tak we wszystkich innych doświadczyłam tego i muszę powiedzieć, że czasami tam się dzieje istne szaleństwo.

W „Blondynce” była scena, w której w  około 30 – 40  sekund trzeba założyć różową togę. To było bardzo stresujące.

Ktoś Wam pomaga w tym czy sami musicie się przebierać?

To zależy. Mamy garderobiane, które służą pomocą jeśli tylko mają jak. Ale ja przeważnie się przebieram sama.

W „Blaszanym bębenku” jest zespół 40 osobowy, jak wpadamy wszyscy za kulisy żeby się przebrać to musimy uważać żeby nie wpaść na siebie nawzajem.

Ćwiczycie czas na przebiórki?

Tak, przy „Blaszanym bębenku” ćwiczyliśmy kilka razy. Prosiliśmy o to, bo bardzo nas to stresowało. Tego widz nie widzi, ale w kulisach jest naprawdę ogień.
Przed premierą śniło mi się, że ktoś przez przypadek zabrał moją sukienkę i nie mam się w co przebrać.

A czy zdarzyła Ci się jakaś taka sytuacji niespodziewana na scenie?

Tak, w Chicago. Wchodząc do partnerowania spadł mi mikroport.

Tak, zadając to pytanie właśnie o tej scenie pomyślałam, bo byłam na tym spektaklu i to widziałam!

(Śmiech)

Ale powiem Ci, że świetnie wybrnęłaś z tego!

Tak, wsadziłam szybko ten mikroport w kostium. Bałam się, że on zrobi krzywdę Kamilowi. Mikroport zaczął na tym kablu latać, a Kamil tego nie widział, więc musiałam szybko reagować. To był automat, trzeba było grać jak gdyby nigdy nic.

Inna rzecz w Chicago potknęłam się na schodach. Zbiegałam w szpilkach i zahaczyłam obcasem o stopień. Przeleciałam przez 5 pozostałych stopni. Ale żeby było śmiesznie, nie wywróciłam się tylko wylądowałam na rękach, odbiłam się i zaraz biegłam dalej. Padając słyszałam śmiech kolegi, który był tuż za mną.

Inny przykład z Chicago, często się zaczepiałyśmy rajstopami o koszulę Panów przy partnerowaniach. Ile ja rajstop podarłam w tym spektaklu! Nasza garderobiana często przy zbiegach w kulisy zaszywa nam szybko dziury i tańczymy dalej.

Kto jest Twoim tanecznym autorytetem?

Lubię się inspirować różnymi ludźmi, artystami.
Na pewno muszę wspomnieć o Bobie Fosse, który stworzył swój własny charakterystyczny styl. To jest ikona jeśli chodzi o taniec i Broadway.

Podczas studiów, miałam okazję poznać lepiej historię tańca i natrafiłam na choreografa Matthew Bourne. To jest choreograf, który zrobił reinscenizację klasycznych baletów takich jak „Jezioro Łabędzie” czy „Dziadek do orzechów”, ale wykorzystał tam taniec współczesny.
Warto zobaczyć jak ciekawie można wykorzystać klasyczną muzykę w połączeniu z tańcem współczesnym. Jego interpretacja to nie jest taki typowy taniec współczesny. W jego „Dziadku do Orzechów” widzę elementy inspiracji musicalem. Jego twórczość mnie zafascynowała.

I jeszcze Alvin Ailey i jego teatr.

Współcześnie inspirują mnie również nauczyciele z Broadway Dance Center czy Steps on Broadway jak Al Blackstone czy Josh Assor a także tancerka, którą podziwiam Meghan Sanett.

Jakie jest Twoje taneczne marzenie?

Już część tych marzeń zrealizowałam. One jakoś tak pojawiają się spontanicznie i się realizują. Marzy mi się wyjazd do Nowego Jorku i udział w zajęciach tam. Miałam lecieć w kwietniu, ale z powodu pandemii wyjazd się nie odbył.
Chciałabym też zobaczyć oryginalne wykonanie Chicago na Braodway’u.

Chciałabym też, aby w Polsce taniec jazzowy i musical zaczęły nabierać coraz większego znaczenia i zainteresowania. Żeby powstawały coraz więcej musicalowych projektów.

Czy jest jakiś teatr, w którym chciałabyś zatańczyć?

Jeśli chodzi o Polskę to marzy mi się Teatr Muzyczny w Gdyni. Wydaje mi się, że jest to swego rodzaju osiągnięcie zatańczyć właśnie tam. Jest to teatr z ogromną historią, widownią na tysiąc osób.
Jeśli chodzi o świat, przeszło mi przez myśl, jeszcze w kontekście marzenia, wspaniale byłoby wziąć udział w audycji na Broadwayu i tyle. Nic więcej. Sama audycja. To już było by coś niesamowitego.

broadway jazz

Agnieszka, tak na zakończenie opowiedz nam proszę o swoich zajęciach Broadway Jazz w MyTap. Jakie są korzyści z uczestnictwa w zajęciach?

Po pierwsze, staram się przekazać wiedzę na temat techniki tańca. Pracujemy nad postawą, techniką.
Jest też ten element pracy nad choreografią, gdzie nawiązujemy stylowo do musicalu, do Broadway Jazzu. Do tej energii, zabawy. To jest super korzyść, możemy wzmocnić swoje ciało ale też świetnie się bawić. Ta muzyka musicalowa jest bardzo energetyczna, podnosi poziom zadowolenia i ogólnej radości. Możemy się dobrze bawić, a przy tym dobrze spocić, wytrenować ciało, otworzyć głowę.

Mówiłaś o sensualności, czy to nie jest trudność, żeby ludzi otworzyć na te emocje?

Oczywiście. Tak jak mówię, Broadway bywa bardzo różny. To może być bardzo sensualne, liryczne, może być figlarne, zabawne i radosne. Możemy przejść przez wachlarz różnych emocji na tych zajęciach. Wyciągnięcie tej energii jest super zabiegiem dla naszego umysłu, głowy.
Ja nigdy nie mówię, że teraz będziemy się otwierać na emocje. To się dzieje samo, przez ten ruch, przez tą choreografię która o czymś opowiada.
Broadway Jazz uczy też dystansu do siebie. I mnie też trochę nauczył. Lubiłam klasykę za to, że jest taka uporządkowana. A potem jazz mnie nauczył luzu.
To jest super opcja dla osób które chcą złapać trochę dystansu i nauczyć się śmiać z siebie. 

Będziemy otwierać grupę dla zaawansowanych, czego więcej mogą się spodziewać uczestnicy w stosunku do tego co robiłaś do tej pory?

Innego poziomu, zajęcia będą bardziej skomplikowane technicznie, choreografie bardziej wymagające. Nie tylko pod względem emocjonalnym i energetycznym, ale właśnie technicznym.
Chciałabym, aby te zajęcia były wyzwaniem także dla mnie. Marzy mi się byśmy mogli powalczyć o to by każdy z nas mógł się z czymś nowym zmierzyć.

Agnieszka, dziękuję Ci za rozmowę!

Również bardzo dziękuję.

Agnieszka Woźniak – Olszańska – tancerka i instruktorka z wieloletnim doświadczeniem. Na co dzień występuje na deskach Krakowskiego Teatru Variete (“Chicago”, “Legalna Blondynka”), współpracuje z różnymi teatrami muzycznymi w Polsce, m.in. Teatr Muzyczny Capitol (“Blaszany Bębenek”), a także przy różnych projektach telewizyjnych i teatralnych (m.in. “Broadway Exclusive”, “Rio”, “Jaka to melodia”).
Ukończyła studia magisterskie na kierunku Taniec na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie.
W MyTap prowadzi zajęcia Broadway Jazz.